Darjeeling Limited.

Darjeeling Limited.
Darjeelind, Indie.

 

Z pamiętnika podróżnika:

„Jesteśmy w Darjeeling! Dotarcie tutaj to prawdziwa droga przez mękę. Autobus z Kathmandu do Kakarbhitta na granicy Nepalu i Indii jechał dokładnie osiemnaście godzin.

Ze względu na późną porę wyjazdu (16:30) udało nam się uniknąć upałów a częste przystanki i wyjścia na świeże powietrze pozwoliły jakoś przetrwać tę trasę.

 

 

Początek drogi a właściwie co najmniej jej połowa (Araniko Highway) wiodła przez strome wzgórza i głębokie doliny. Trasa oraz prędkość z jaką ją pokonywaliśmy na takich wysokościach jest wprost nie do opisania, choć urokiem i tak nic nie ustąpi drodze z Sunauli do Pokhary ciągnącej się wzdłuż urwisk z rzeką poniżej i małymi osadami po drugiej stronie, do których dostać się można jedynie podwieszanymi mostami.
Żałuję, że nie mieliśmy wiele czasu na zwiedzanie miast, ale jadąc znów autobusem upewniałem się tylko, że to, co w Nepalu jest najpiękniejsze leży poza nimi.

 

 

W Kakarbhitta podbiliśmy po raz kolejny nasze paszporty i jako jedne z 10-ciu osób upchniętych w jednym jeepie pojechaliśmy do zatłoczonego Siliguri.

Zamiast samochodu za 100 INR można wybrać bus lokalny za bodajże 45 INR, choć to wydłużyłoby tylko wystarczająco długą już trasę.

W Siliguri przeskoczyliśmy zaledwie z jednego samochodu do drugiego (130 INR/os) i po kolejnych trzech godzinach wspinania się serpentynami trafiliśmy do celu.”

 

 

Po dokładnie 22 godzinach pożegnaliśmy więc naszą nepalską przygodę i znów byliśmy w Indiach.

W Darjeeling zaskoczyły nas wyjątkowo niskie temperatury, na które zupełnie nie byliśmy przygotowani. Temperatura w maju powinna oscylować między 18 a 23st.C, tymczasem prawie wszyscy wokoło chodzili w puchowych kurtkach! Rzeczywiste temperatury w dzień wynosiły od 11 do maksymalnie 19 stopni – przy czym ta druga trafiła się chyba tylko raz.

Zastaliśmy dość kiepskie warunki jak na krótkie spodenki, którymi wypchałem mój plecak, więc jednym z pierwszych zakupów na miejscu okazały się.. Nie, nie długie spodnie, ale syrop na kaszel, termometr i paracetamol, którym starałem się zbić gorączkę towarzyszącą mi nieustannie od Pokhary. Czy ja narzekałem już, że Indie nie były tak tanie jak chciałem? Powinienem to cofnąć, zwłaszcza pisząc, że syrop na kaszel kosztował 25 INR (1,30 PLN) a paczka paracetamolu zaledwie 15 INR (0,80 PLN). Indie to najtańsza apteka na świecie!

 

 

Darjeeling leży w bardzo niegościnnym terenie. Gdyby nie rozległe pola herbaciane, istnienie miasteczka ze względu na trudności z dojazdem i transportem byłoby zapewne wielce dyskusyjne. Ponad 2000 m.n.p.m. robi już przecież wrażenie, zwłaszcza, że przez większość pobytu dosłownie tonęliśmy w chmurach. Chłód, ciągłe mżawki i widoczność ograniczająca się momentami do zaledwie 15 metrów być może nie zachęcały do długich spacerów, ale czuliśmy, że jesteśmy w na prawdę wyjątkowym miejscu.

 

 

Pierwszego dnia wybraliśmy się do Himalayan Mountaineering Institute, czyli muzeum poświęconego zdobywcom Himalajów, w tym najsłynniejszego szerpy w naszych dziejach – Tenzinga Norgaya.

Norgay, który wraz z Sir Edmundem Hillarym zdobył Mt. Everest jako pierwszy człowiek na świecie większość życia spędził właśnie w Darjeeling, gdzie także zmarł, dokładnie miesiąc po tym, jak ja się urodziłem. Muzeum do tej pory przechowuje wiele pamiątek oraz elementów ekwipunku z tej, ale także wielu innych ekspedycji a nawet tak kuriozalne rzeczy jak teleskop Carla Zeissa podarowany nepalskiemu dowódcy sił zbrojnych przez Adolfa Hitlera. Ponoć do niedawna można było przez ten teleskop oglądać Kangchenjunge, drugi najwyższy szczyt Himalajów, ale obecnie nie wolno go nawet dotykać.

 

 

Oprócz muzeum himalaizmu odwiedziliśmy także zoo. Zawsze staramy się odwiedzać zoo lub ogrody botaniczne, gdziekolwiek jesteśmy. Niestety w Darjeeling nasza wizyta nie trwała zbyt długo, raz ze względu na niewielką ilość zwierząt, przeznaczone jest bowiem tylko dla miejscowych gatunków, a dwa, że zaczęło lać jak z cebra i mocno zmarznięci myśleliśmy tylko o pysznej, gorącej herbacie i wskoczeniu pod koc.

 

 

Pokój w hotelu Aliment, w którym stacjonowaliśmy udało nam się dostać po długich i ciężkich poszukiwaniach. Darjeeling było jednym z kilku miejsc, w które jechaliśmy w ciemno, mimo, że po Korei obiecywałem sobie, że już tego nie zrobimy. Po dotarciu na miejsce okazało się, że hotel, który uprzednio wyszukałem w przewodniku jest zajęty, podobnie jak i drugi, do którego szliśmy już w ciemnościach uważając by nie stoczyć się w dół ze stromych podejść. Ostatecznie w trzecim, na samym końcu drogi, dostaliśmy swój własny kąt, choć w środku było zimno jak diabli a o ciepłej wodzie można było zapomnieć.

Ciepła woda to prawdziwy luksus zarówno w Indiach jak i Nepalu, więc rzadko się nam ta przyjemność trafiała. O ile na gorącym wybrzeżu nie ma to wielkiego znaczenia, tak w Darjeeling brakowało nam tego jak niczego innego..

 

 

Jedną z rzeczy, za sprawą których miasto znane jest na całym świecie to, oprócz herbaty rzecz jasna, Darjeeling Himalayan Railway. Wąskotorowa kolejka zwana potocznie „Toy Train” łączy Darjeeling z Siliguri i od jakiegoś czasu wpisana jest na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

Niegdyś kolejka była jedynym środkiem komunikacji w tym trudnym terenie i pozwalała brytyjskim bogaczom dostać się do swoich górskich rezydencji, gdzie mogli odetchnąć od zgiełku oddalonej na południe Kalkuty. Podróżowali nią zapewne także rodzice Vivien Leigh, która przyszła na świat właśnie w Darjeeling.

 

 

Wracając z jednej ze stacji kolejki na Hill Cart Rd., będącej główną ulicą Darjeeling, natknęliśmy się na demonstrację zorganizowaną przez miejscowych komunistów.

Będąc jeszcze w Nepalu często spotykaliśmy plakaty z sierpem i młotem lub samochody wyposażone w głośniki i megafony, z których ktoś wykrzykiwał jakieś polityczne slogany. Wrócę znów trochę do Nepalu, ale z tego co zrozumiałem, kraj ten posiada demokratycznie wybrany rząd w miejsce króla, który wciąż żyje i przemawia publicznie, choć nie posiada żadnej władzy. Ogromne poparcie w kraju mają natomiast partie komunistyczne i w zasadzie nie ma się co dziwić, gdy większość społeczeństwa żyje w skrajnej biedzie. O ile napotkani w pociągach i innych środkach transportu Hindusi nigdy nie wypowiadali się na tematy polityczne (lub byli uciszani przez współpasażerów, tak jak jedna z dziewczyn, która z racji pochodzenia weszła na temat Kashmiru i relacji z Pakistanem), to Nepalczycy ochoczo podchodzą do tematu strajków i krytykowania rządu. Jak już wspomniałem, Darjeeling to prawie sama ludność nepalska a po rozmowach z kilkoma osobami mam dziwne wrażenie, że stosunki między tymi dwoma krajami nie należą do najlepszych. Jeden z chłopaków w autobusie rozpłakał się twierdząc, że zamiast do Darjeeling powinniśmy udać się w jego rodzinne tereny Ilam, z którego pochodzi słynna herbata nepalska, zanim któregoś dnia zostaną one wchłonięte przez Indie..

 

 

Po prawie trzech dniach pobytu w Darjeeling przyszedł w końcu czas opuszczenia gniazdka na szczycie wzgórza i dalszy etap podróży. 7 Maja, rezygnując już z gnieżdżenia się jak sardynki w puszcze z innymi ludźmi, zamówiliśmy w hotelu transport do New Jalpaiguri (NJP), skąd czekał nas nocny pociąg do Kalkuty.

Szykowała się kolejna nieprzespana noc ale w ramach nagrody miała być pobudka w tropikach, gdzie wreszcie miałem ściągnąć polar i doleczyć słabnącą wreszcie gorączkę. Kalkuta nie była celem samym w sobie, bo zabawiliśmy tam zaledwie jedną dobę, ale to tam czekał na nas samolot lecący dalej na południe Indii. Po dwóch tygodniach tułaczki, wymarzony odpoczynek wreszcie zaczął rysować się na horyzoncie!

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Hasselblad 500CM + Kodak Portra 160
Diana F+ + Kodak Kodacolor Gold 200

 

Przykładowe ceny:

Jeep Kakarbhitta-Siliguri – 100 INR/os (5,50 PLN)
Jeep Siliguri-Darjeeling – 130 INR/os (7,10 PLN)
Hotel Aliment – 900 INR/noc (49 PLN)
Wstęp do ZOO i Himalayan Mountaineering Institute – 100 INR/os (5,50 PLN)
Czekolada Toblerone – 40 INR (2,20 PLN)
Herbata (dzbanek) – 40 INR (2,20 PLN)
Herbata (paczka) – 60 INR (3,30 PLN)
Papier toaletowy – 80 INR (4,40 PLN)
Chusteczki higieniczne – 10 INR (0,55 PLN)
Kanapki z tuńczykiem – 140 INR (7,60 PLN)
Tosty z masłem orzechowym – 40 INR (2,20 PLN)
Pierożki Momo – 60 INR (3,30 PLN)
Zupa – 60 INR (3,30 PLN)
Owsianka z bananem – 70 INR (3,80 PLN)
Termometr elektroniczny – 120 INR (6,50 PLN)
Syrop na kaszel – 25 INR (1,30 PLN)
Paracetamol – 15 INR (0,80 PLN)
Jeep prywatny Darjeeling-NJP – 2000 INR (110 PLN)
Pociąg NJP-Kalkuta – 270 INR/os (15 PLN)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *