Bruxelles ’58.

 

Bruxelles ’58.
Bruksela, Belgia.

 

Kilka miesięcy temu udało mi się w bardzo okazyjnych cenach kupić bilety z Polski do Maroka z przesiadką w Belgii. Jak to zwykle bywa, podczas zakupu biletów jestem pełen euforii – w końcu to nowa podróż, nowe miejsca, nowe przygody.. Kilka tygodni później ekscytacja ustępuje zmęczeniu, bo przecież to także kolejne przedsięwzięcie logistyczne, kolejne poszukiwanie noclegów, szukanie pożywienia na miejscu (jak mawia Cejrowski niczym na sawannie cale życie musimy na coś polować..) i ogólne użeranie się z nie zawsze przyjemnym, miejscowym folklorem. Dostałem nawet kilka głosów przywołujących mnie do porządku, że za dużo narzekam na coś z czego normalnie człowiek powinien się cieszyć. A mnie jedyne co przerażało, to drobny fakt, że zarówno w przewodnikach jak i relacjach w sieci Maroko przedstawiane było jak takie małe, północno-afrykańskie Indie. Maroko, które, swoją drogą, okazało się być fantastycznym kierunkiem, nie będzie jednak bohaterem dzisiejszego posta, bo zamierzam zacząć trochę od tyłu. Będzie krótko o Brukseli, w której mieliśmy kilka wolnych godzin zanim wróciliśmy do Polski.

 

 

„Kilka godzin”, czyli dokładnie 6 dzieliło nas po wyjściu z samolotu od tego, który miał nas zabrać do Warszawy. Jako, że lecieliśmy tanimi liniami (Ryanair & WizzAir), od naszego czasu w Brukseli musieliśmy odjąć dwie godziny na przejazdy z i na lotnisko Charleroi (28 EUR/os), powiedzmy godzinkę, żeby zdążyć zanim zamkną odprawę i jeszcze godzinę rezerwy na oczekiwanie na shuttle busa lub jakieś drobne zakupy.. Ostatecznie zostały nam więc dwie godziny na „zwiedzanie” Brukseli i wydało nam się to wystarczającą ilością czasu by zobaczyć Atomium.

 

 

Zasadniczo by móc pisać o Brukseli powinno się zobaczyć chociaż starówkę, zjeść belgijską czekoladkę i popić ją belgijskim piwem. Piwo zdążyliśmy wypić na lotnisku, czekoladki wzięliśmy na wynos a starówka.. No cóż, może następnym razem.

Atomium było zdecydowanie ważniejsze – w końcu to symbol pierwszych powojennych targów światowych, które miały miejsce w Brukseli w 1958 roku. O tym, że trochę mnie to fascynuje pisałem kiedyś przy okazji chińskiego Expo.

 

 

Tak więc po dojechaniu na Gare du Midi lotniskowym busem, przeszliśmy przez perony dworca i złapaliśmy metro (linia nr 6) w kierunku stacji Heysel. Wszystko obadane już wcześniej, bo margines błędu a raczej czasu był naprawdę niewielki. Wstęp do Atomium kosztuje 11 EUR ale w związku z tym, że jedna z kul bywa często nieczynna, tak też tym razem wstęp kosztował 9 EUR.

Czy warto? Nam się zdecydowanie podobało i, mimo, że nigdy nie doświadczymy tego jaki był (oraz jakim chciał być) świat ponad pół wieku temu, mamy skromną nadzieję, że tak, jak w przypadku chińskiego Expo, tak i któreś z przyszłych wystaw dane nam będzie zobaczyć.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Hasselblad 500CM + Fuji Pro 160NS / Fuji Superia X-Tra 400

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *