Tokio – opowieść krótka. Cz. 2.

 

Tokio – opowieść krótka. Cz. 2.
Tokio, Japonia.

 

Ostatnim razem pisałem, co sprawiło, że trafiliśmy do Tokio i jakie atrakcje sobie w nim zaplanowaliśmy. Dzisiaj podzielę się naszym krótkim planem, który pozwolił nam zwiedzić niemal całe centralne Tokio w bardzo ograniczonym czasie.

 

 

W celu łatwiejszego poruszania się po mieście podzieliliśmy miasto na pół z Ueno, Asakusą, Akihabarą i Ginzą z jednej strony oraz Shibuyą, Harajuku i Shinjuku po drugiej i w takiej kolejności zwiedzaliśmy japońską stolicę.

W Asakusie punktem numer jeden jest oczywiście świątynia Senso-Ji oraz położone nieopodal Kappabashi, czyli „Kitchen Town”, gdzie można zaopatrzyć się we wszystko co potrzebne do kuchni od noży do sushi po japońskie ceramiczne miseczki będące właśnie naszym celem.

 

 

Ueno to przede wszystkim olbrzymi park pełen zieleni ale także północna brama do Akihabary – dzielnicy będącej rajem dla wszystkich otaku – fanów mangi i anime.

 

 

Marzyło mi się przywiezienie z Japonii pierwszego tomu Akiry ale, przykra sprawa, Japończycy pędzą do przodu i lata ’80, o których tak nostalgicznie wspominam znaczą tam chyba jeszcze mniej niż u nas w Europie. Klasyki gatunku giną więc gdzieś w gąszczu nowych komiksów i tylko Paulinie udało się znaleźć stare wydanie Gunnm, czyli „Alita the Battle Angel” a ja zamiast Akiry przywiozłem inne dzieło Katsuhiro Otomo – „Domu”.

 

 

W Akihabarze oddaliśmy się jeszcze polowaniu na „gachapony” (jajka niespodzianki z automatów) oraz odkryliśmy, że jest to jedno z nielicznych miejsc, gdzie można bez trudu wymienić walutę. Poza Akihabarą jest z tym nie lada problem lub kantory skupują jedynie euro i dolary.

 

 

Z Akihabary kawałek drogi zostaje by dotrzeć do słynącej z drogich butików Ginzy. Mijając po drodze mieszczącą się w sercu miasta Tokyo Station rzut beretem jest też do Pałacu Cesarskiego oraz przylegających do niego ogrodów.

 

 

W Ginzie natomiast czekał na nas kilkupiętrowy sklep z zabawkami zwany Hakuhinkan Toy Park, gdzie Paulina obiecała sobie znaleźć Monchhichi, maskotkę swojego dzieciństwa. Ja natomiast postawiłem sobie za cel choćby skromne zakupy w Lemon-sha – ukrytym dość nietypowo na 8. piętrze budynku starego kościoła sklepie dla miłośników analogowego sprzętu foto.  I pod sam koniec dnia, w ostatnich promieniach zachodzącego słońca doszliśmy ostatecznie pod Tokyo Tower.

 

 

W Shibuyi, która stała się naszym celem na dzień kolejny, nie omieszkaliśmy zawitać pod pomnik wiernego psa Hachiko. Począwszy od roku 1925 Hachiko przez 10 lat oczekiwał bezskutecznie na powrót swego pana – zmarłego na atak serca profesora Uniwersytetu Tokijskiego. Po 10 latach oczekiwania Hachiko zmarł na jednej z ulic Shibuyi a jego prochy zostały pochowane obok jego właściciela.

 

 

Shibuya znana jest także ze słynnego i niejednokrotnie filmowanego („Resident Evil: Afterlife„, „The Fast and the Furious: Tokyo Drift„) przejścia dla pieszych, choć w rzeczywistości był to zaledwie skromny przedsmak tłumów ludzi, jakie przemierzały Harajuku.

 

 

W Harajuku głównym obiektem turystycznego zainteresowania jest przede wszystkim Takeshita Street, lecz nasze kroki kierowały się w kierunku mniej głośnych ulic, gdzie natrafić można na niesamowite second-handy. Jednym z takich sklepów jest „Chicago” i kto czytał moją relację z prawdziwego Chicago ten wie jakim sentymentem darzę amerykańskie thrift shopy. Tokijskie „Chicago” rzeczywiście sprzedaje głównie używaną odzież ze Stanów Zjednoczonych ale znajdziecie tam również używane japońskie kimona czy tradycyjne bluzy happi oraz haori, których staliśmy się szczęśliwymi posiadaczami.

 

 

Będąc w Harajuku ciężko jest nie zwrócić uwagi na olbrzymi Yoyogi Park mieszczący się tuż obok. To tam spotykają się słynni japońscy greaserzy oraz tancerze rockabilly serwujący coniedzielny performance. Naszym celem była jednak będąca sercem parku świątynia Meiji.

W albumie „Magnum Contact Sheets”, o którym słyszał pewnie każdy fotograf uliczny wiele uwagi poświęcono Wernerowi Bischofowi oraz, między innymi, jego reportażom z Japonii z lat ’50. W albumie znajdziecie piękne zdjęcia choćby właśnie ze świątyni Meiji i, mimo, że moje również są czarno-białe i kwadratowe, nie dorównają niestety temu, co uwiecznił na kliszy Bischof ponad pół wieku temu. Dzisiejsza świątynia Meiji to gwarne i zatłoczone przez turystów miejsce, co mocno umniejsza jego fotogeniczności, choć wciąż warte jest by je odwiedzić.

 

 

Dalsze kroki na północ od Yoyogi zaprowadziły nas w końcu do Shinjuku, prawdopodobnie najbardziej barwnej części Tokio niezależnie od kontekstu.

To tutaj mieści się Shinjuku Station – dworzec obsługujący największą ilość pasażerów na świecie. Tutaj też tokijskie światła świecą najmocniej i również tutaj krzyżują się drogi wszystkich japońskich grup społecznych – od ubranych w drogie garnitury „sararimenów” pracujących w pobliskich kompleksach biurowych przez nałogowych graczy pachinko, stałych bywalców domów publicznych czy nawet bezdomnych, których poza Shinjuku i parkiem Ueno już nie ujrzeliśmy.

 

 

Jednym z ciekawszych miejsc na jakie udało nam się natrafić w Shinjuku była omoide yokocho – niewielka sieć wąskich alejek wypełniona po brzegi ciasnymi knajpkami serwującymi ramen i yakitori. Znana też pod angielską nazwą „Memory Lane” sięga historią przełomu lat ’40 i ’50 ubiegłego wieku i tętni wieczornym życiem stanowiąc wspaniałe miejsce nie tylko do skosztowała lokalnej kuchni ale i do podglądania mieszkańców Tokio.
Niesamowite widoki na panoramę miasta rozciągają się natomiast z piętra widokowego Tokyo Metropolitan Government Building. Po tylu zbliżeniach z japońską kulturą dla odmiany mogliśmy spojrzeć stamtąd na Tokio z nieco dalszego planu.

 

 

W następnej odsłonie odrobina filmowych lokalizacji oraz Tsukiji Market – największy targ rybny na świecie!

 

Fot: Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100 / Fuji Superia Premium 400
Hasselblad 500C/M + Fuji NPS 160 / Ilford HP5+ 400

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *