Motorcycle Story: Hardknott Pass and Lake District.

Motorcycle Story: Hardknott Pass and Lake District.
Północno-zachodnia Anglia.

 

W piękną marcową niedzielę, po zapakowaniu wody, sprzętu foto i kilku dodatkowych ciuchów wyruszyłem na północ by sprawdzić się na najbardziej stromej przełęczy w całej Anglii zwanej Hardknott Pass i dojechać do malowniczego jeziora Wast Water w sercu Lake District.

 

 

Z uwagi na osiągi oraz biało-czerwone tablice „L”, które jakże pięknie zdobią moją maszynę autostrada jeszcze przez jakiś czas musi pozostać poza moim zasięgiem. Tym samym trasa, którą wytyczyłem z pomocą map Google nieco się wydłużyła ale jednocześnie wiodła przez jedne z najurokliwszych miasteczek jakie kiedykolwiek widziałem.

Po wydostaniu się z Manchesteru kierowałem się w stronę Bury, by następnie przejechać przez Edenfield, Accrington i Clitheroe. Miejski zgiełk zniknął gdzieś daleko w tyle wraz z ostatnim przydrożnym McDonaldem, w którym przyszło mi zjeść drugie śniadanie i oto wkraczałem w Forest of Bowland. Zjazd w tę stronę nadłożył kolejną godzinę jazdy ale zdecydowanie było warto. Po drodze minąłem jeszcze tylko Waddington – niewielką mieścinę zgarniającą coroczny tytuł najlepiej utrzymanej wioski w Anglii i znalazłem się w zupełnie innym świecie.
Zamieszkiwany przez bażanty i Anglików w strojach Sherlocka Holmesa Forest of Bowland zwany jest nie bez przyczyny angielską Szwajcarią i wchodzi w skład listy angielskich Obszarów o Wybitnym Pięknie Naturalnym. Towarzysząca mi wspaniała pogoda już stąd pozwała zobaczyć ośnieżone szczyty Lake District a wąski kawałek asfaltu pnący się zboczami wzgórz zdawał się być uczęszczanym jedynie przez kolarzy, motocyklistów i owce. Warunki idealne.

 

 

Po przejechaniu przez Bentham ruszyłem w stronę Ingleton i włączyłem się na trasę A65 sugerowaną przez Google. Dalej A65 zamienia się w dwupasmową A591 i w ten sposób, cisnąc ile wlezie (czyli w moim przypadku 60mph/~100km/h), dojechałem do Windermere, kolejnej malowniczej miejscowości usytuowanej nad brzegiem jeziora o tej samej nazwie. Droga wzdłuż jeziora przebiegała przez kilka mniejszych miasteczek, z których każde znów przywodziło na myśl małą Szwajcarię ale jako, że w Szwajcarii jeszcze nie byłem to porównajmy je do naszej rodzimej Piwnicznej lub Krynicy. Unoszący się w powietrzu zapach sosen i paproci przyciągać musiał też kolejne rzesze motocyklistów, bo tak wielu na raz widziałem chyba jedynie w serialu „Sons of Anarchy”.

 

 

Tuż za północnym krańcem jeziora po raz pierwszy ujrzałem znak kierujący na „Wrynrose Pass”. Choć to „Hardknott Pass” z 33% nachyleniem jezdni uchodzi za główną atrakcję motocyklowej trasy przez Lake District, dla jadących od wschodu prawdziwa zabawa zaczyna się wraz z przełęczą Wrynrose. Tutaj pierwszy raz napotykamy 30% nachylenie a przepiękna sceneria aż prosi by się zatrzymać i przez chwilę ją podziwiać.
To oczywiście jest niemal niemożliwe, bo płaski teren na którym można by się wygodnie zatrzymać znajduje się tylko w kilku wyznaczonych punktach służących do mijania się pojazdów a udany podjazd w moim przypadku gwarantowało jedynie ostre piłowanie silnika na 1 lub 2 biegu.
Przyznam, że zdarzył się moment, w którym strach zajrzał mi w oczy, gdy myśląc, że już jest po wszystkim próbowałem podjechać na 3 biegu i niespodziewanie zgasł mi silnik lub wtedy gdy zza skał wyjechał na mnie samochód i musiałem dać po hamulcach w trakcie stromego podejścia.

 

 

Szczęśliwie nie byłem w tych zmaganiach samotny, bo przez chwilę towarzyszyła mi pewna angielska para na BMW r1200GS służąca nawet mapą, gdy okazało się, że wraz z przekroczeniem przełęczy mogę zapomnieć o sygnale w swoim telefonie a co za tym idzie mapami Google online.
Hardknott Pass i Wrynrose Pass oraz niesamowite widoki ośnieżonych gór wokoło tak też podniosły mój poziom endorfin, że totalnie zapomniałem by zatrzymać się przy mijanych przeze mnie ruinach dawnego rzymskiego fortu zbudowanego przez legionistów w II wieku naszej ery. W Manchesterze podobne ruiny znajdują się 10 minut od mojego domu ale odwiedzenie ich w górskiej dolinie pośrodku niczego i świadomość, że Rzymianie przemierzali niegdyś dokładnie ten sam szlak potrafi wzbudzić zupełnie nieopisane uczucia.

 

 

Gdybym w tamtym miejscu i w tamtej chwili zdecydował się na powrót, wróciłbym do domu zapewne wraz z ostatnimi promieniami słońca migoczącymi znad horyzontu. Z 3 godzin jazdy sugerowanej przez Google, po wizycie w Forest of Bowland oraz kilku krótkich stopach zrobiło się aż 5. W planie pozostał mi jeszcze skromny obiad, który zjadłem w przydrożnym guesthousie w Eskdale i tam też podjąłem decyzję by nie zważając na czas odwiedzić ostatni zaplanowany punkt trasy – położone zaledwie pół godziny jazdy od przełęczy jezioro Wast Water.

 

 

Do północno-wschodniego krańca Wast Water, nad którym roztacza się widok na przepiękne górskie szczyty prowadzą liczne piesze szlaki oraz jedna ślepa droga. Zbliżając się do celu wiedziałem już, że warto było skręcić w tym kierunku i ku mojemu zaskoczeniu znów spotkałem tu wspomnianą sympatyczną parę, która tym razem zatrzymała się by zaoferować pomoc w zrobieniu zdjęcia na tle jeziora, której nie wypadało przecież odmówić, mimo, że naturalnie wolę stać po drugiej stronie obiektywu.

 

 

Wizyta nad jeziorem była wisienką na torcie tej małej motocyklowej wyprawy nawet kosztem powrotu w chłodzie i ciemnościach zimnej angielskiej nocy. A jak ciemno i zimno potrafi być jadąc lasem lub wichrowymi wzgórzami tego nawet nie będę próbował opisać. Na zakończenie natomiast porcja świeżo wywołanych kwadratów w czerni i bieli.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100
Hasselblad 500CM + Ilford HP5+ 400 (@ Kodak D-76 1:1)

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *