From Java to Flores.

From Java to Flores.
Maumere, Flores, Indonezja.

 

 

Po zdobyciu wulkanu nadszedł czas by ruszyć naprzód. W zasadzie to wstecz, bo aby dostać się na Flores musieliśmy wrócić w pierwszej kolejności na Bali skąd po dniu „odpoczynku” czekał nas niemal dwugodzinny lot na wschód.

 

 

Szukając najtańszych rozwiązań trip na Kawah Ijen zorganizowaliśmy sobie rzecz jasna sami, w przeciwieństwie do wielu turystów wykupujących wycieczki jeszcze w Denpasar. Z Jawy Wschodniej wróciliśmy zatem tą samą trasą lokalnymi busami mijając Banyuwangi oraz Gilimanuk i lądując w Denpasar późnym wieczorem. Dobra organizacja pozwoliła nam zaoszczędzić nie tylko nieco grosza ale przede wszystkim czas. Tym sposobem zamiast włóczyć się po Banyuwangi, dotarliśmy do Denpasar dzień wcześniej i mogliśmy spędzić całą kolejną dobę na eksplorowaniu południowej części Bali nim wybiła godzina naszej odprawy do Maumere.

 

 

Odtąd też na dobre zaprzyjaźniliśmy się z dwoma kółkami co było jednym z najrozsądniejszych rozwiązań jeśli chodzi o kwestię transportu. Nieco czasu spędziliśmy jeżdżąc wzdłuż południowego wybrzeża wyspy, gdzie zawitaliśmy pod kilka mniej lub bardziej znanych świątyń oraz na urokliwą, choć mocno obleganą Hidden Beach. Tutaj też pierwszy i jedyny raz natknęliśmy się na drogówkę, co skończyło się dla mnie wlepieniem dość wysokiego mandatu za brak międzynarodowego prawa jazdy.

 

 

Jako całkiem świeżo upieczony motocyklista nie mogłem odpuścić sobie wizyty w Cangu, surferskiej mekce na północ od Denpasar. Choć o surfingu będzie później to szybko spieszę z wyjaśnieniem co ma wspólnego surfing z motocyklami. W Indonezji ma on całkiem sporo, głównie za sprawą surfersko-motocyklowej marki Deus Ex Machina. Nie po deskę niestety jechaliśmy do ich sklepu ani tym bardziej po motocykl (niestety..!), ale jakąś pamiątkę od Deusa bardzo chciałem mieć.
Od momentu wizyty w „świątyni prostych przyjemności”, jak zwie się wspomniany salon w Cangu, los sprawił, że cały wyjazd kręcił się już dla mnie wokół tematyki znanej z „Endless Summer” oraz „On any Sunday” (nota bene oba dokumenty nakręcił ten sam reżyser – Bruce Brown) i żywię wielką nadzieję, że na właśnie takie tory wjedzie już mój wakacyjny repertuar na stałe.

 

 

Nasz podbój Bali musiał się jednak póki co na chwilę zatrzymać, bo po zaledwie jednym dniu pobytu ruszyć musieliśmy na Flores. I Flores, co do którego miałem olbrzymie oczekiwania spełniło je w każdym calu już od momentu wyjścia z samolotu. Z resztą, takie widoki na dzień dobry? Potem mogło być tylko lepiej.

 

 

Pomimo piękna Flores, które z łatwościa dostrzec można było jeszcze z lotu ptaka, Maumere, będące naszą główną bazą na wyspie daleko odstawało od tego co widzieliśmy na skrawku odwiedzonej Jawy a tym bardziej na pełnej luksusowych kurortów Bali. Jedno z największych miast na tej wąskiej acz długiej wyspie poszczycić się mogło zaledwie trzema hotelami w naszym pułapie cenowym, z czego każdy był gorszy od poprzedniego nijak mając się do standardów Bali. Kursując od jednego do drugiego postawiliśmy w końcu na Sinar Kabor, gdzie za 150 000 IDR wzięliśmy jeden wielki pokój dla całej naszej czwórki.

Popołudnie w Maumere spędziliśmy na zwiedzaniu pobliskich doków, planowaniu kolejnych dni i, w końcu, tanim stołowaniu się. Ogólnie ujmując Flores cenowo biło na głowę wszystkie inne wyspy, które odwiedziliśmy. Ceny noclegów i jedzenia były conajmniej dwukrotnie niższe niż gdziekolwiek indziej, choć dla odmiany ceny wynajmu skuterów były już dwukrotnie wyższe niż na Bali. Spowodowane było to chyba brakiem zagranicznych turystów, którzy rzadko odwiedzają centralną część wyspy ograniczając się zaledwie do przylegających do zachodniego wybrzeża wysp Komodo. Flores jest więc zdecydowanie najlepszym miejscem na długi pobyt za niewielką kasę, zwłaszcza jeśli chcemy uciec od natłoku białych twarzy, samo Maumere jednak lepiej traktować raczej jako krótki przystanek niż docelowe miejsce, bo nie ma tu po prostu nic.
Troszkę zdjęć z miasta mogliście zobaczyć w jednym z moich pierwszych postów – „Sneak Peek: When Good Film Goes Bad.”

 

 

Jedyną opłaconą noc w Sinar Kabor spędziliśmy pod znakiem przepakowywania plecaków i walki z karaluchami wychodzącymi bóg wie skąd a zmierzającymi zawsze w kierunku naszych bagaży. Prowadzący ten barwny przybytek Antonio oraz Maria, z którymi nawiązaliśmy, mówiąc w skrócie, dość interesujące relacje zorganizowali nam jednak wspomniane skutery o co wbrew pozorom nie było wcale tak łatwo, zrobili pranie oraz pozwolili pozostawić u siebie bagaże na czas całego naszego pobytu na wyspie.

Nakreślony z wielką dokładnością plan na dzień kolejny zakładał poranną, 100-kilometrową trasę z Maumere na zachód do Moni, nocleg w górach, poranne wejście na Mt. Kelimutu oraz powrót przez Maumere aż do bezimiennej plaży kilkadziesiąt kilometrów na wschód od miasta. Wszystko to z zaledwie małym pakunkiem, na dwóch kółkach i na drogach, które zapamiętam chyba do końca życia. Ale o tym już wkrótce!

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100
Pentax ME Super + Fuji Superia X-Tra 200

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *