Flores: Hidden Bay.

Flores: Hidden Bay.
Okolice Maumere, Flores, Indonezja.

 

 

Odpoczynek i snorkeling. Te dwa słowa miały w wielkim skrócie podsumować nasz pobyt w tej uroczej zatoce ukrytej jakieś 40 kilometrów na wschód od Maumere. „Miały”, bo mimo, że snorkeling i chwile relaksu były, to długo w jednym miejscu nie wytrzymaliśmy.

 

 

Jeszcze w trakcie lotu do Maumere pokazywaliśmy sobie przez okno samolotu wyspy, które fajnie byłoby odwiedzić i szczęśliwie złożyło się, że zarówno Pulau Babi jak i usypana z białego piasku Pulau Pangabatang znalazły się w planie naszego rejsu. Kilka godzin na pokładzie kopcącej i hałasującej jak lokomotywa łodzi na długo pozostanie w naszej pamięci jako doświadczenie, które niekoniecznie jednak warte jest przeżycia.

 

 

Słońce, piasek i palmy to obraz, który kilkakrotnie przemknął mi przez myśl gdy przemoczeni i przemarznięci „zwiedzaliśmy” Moni oraz park narodowy Kelimutu. Samo wylegiwanie się na plaży to chyba jednak najnudniejsze zajęcie na świecie, więc podczas naszego pobytu w tym urokliwym zakątku wciąż towarzyszyła nam potrzeba ruchu.
Z racji tego, że bagaże nadal mieliśmy u Antonio i Marii w hotelu Sinar Kabor oraz najbliższe sklepy znajdowały się właśnie w Maumere, odwiedziliśmy miasto w celach zaopatrzeniowych parokrotnie oraz sprawdzaliśmy przy okazji wszelkie interesujące szlaki wokoło.

 

 

Jeden z takich szlaków zaprowadził nas do Nilo. Znajduje się tam olbrzymia figura Matki Boskiej spoglądającej na Maumere ze wzgórza niczym brazylijski Jezus w Rio. Choć prócz figury nie ma tam zupełnie nic, sama droga stanowi interesujące wyzwanie wynagrodzone fantastyczną panoramą na zatokę.
Nadmienię szybko, że robiąc jeszcze w Polsce swój skromny research o Flores czytałem, że, być może poza Filipinami, wyspa jest jednym z największych ośrodków chrześcijaństwa w tej części Azji, z czego większość stanowią katolicy.
To jak wiele kościołów mijaliśmy podczas całej podróży po Flores nie mieści się nawet w głowie – cześć z nich postanowiłem jednak uwiecznić na zdjęciach i zbiorę do kupy w jednym z kolejnych postów.

 

 

Plaża w zatoce jeszcze przez jeden dzień miała być naszym domem, ale każde z nas miał inną wizję jak ten dzień spędzić. Koniec końców Paulina wraz z Dorotą i Andrzejem zdecydowała by zdobyć kolejny wulkan, ja natomiast, nie mogąc rozstać się z dwoma kółkami wyruszyłem do Larantuki by postawić stopę na wschodnim krańcu wyspy. I o tym następnym razem.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100
Pentax ME Super + Fuji Superia X-Tra 200
Fuji QuickSnap + Fuji Superia X-Tra 800

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *