Wheels ‚n’ Waves in Lombok.

Wheels ‚n’ Waves in Lombok.
Lombok, Indonezja, 2017.

 

 

Fotografowanie analogami to dla mnie sama przyjemność ale późniejsze skanowanie materiału to uciążliwa robota nieporównywalna z niczym innym. Szczęśliwie, po kilku miesiącach od naszej wyprawy proces jest niemal na ukończeniu, choć to właśnie z jego powodu upływa tyle czasu pomiędzy notkami. W międzyczasie miałem też przyjemność wyruszenia w kolejną podróż, nie tak długą co prawda ale równie daleką, bo do Ameryki Centralnej o której być może napiszę niedługo.

 

 

Teraz jednak zapraszam na krótką fotorelację z Lombok, kolejnej indonezyjskiej wyspy na której postanowiliśmy się zatrzymać na chwilę podczas tegorocznej wyprawy.

 

 

Południowy Lombok można nazwać głównym ośrodkiem turystycznym wyspy raz ze względu na lotnisko a dwa z powodu pięknych plaż i licznych hoteli usytuowanych w ich sąsiedztwie. My trafiliśmy tu jednak z jeszcze innego powodu – pochodząca z Kuty przyjaciółka Pauliny właśnie spędzała swój urlop w domu i zaprosiła nas na ceremonię „Akikah”, czyli coś w rodzaju chrztu swojej córeczki.

W przeciwieństwie do Flores, mieszkańcy Lombok to praktycznie w całości wyznawcy Islamu. Akikah, bądź „Nurisan” jak lokalnie nazywa się tę tradycję to rodzinne święto, na którą zjeżdżąją się członkowie ze wszystkich stron i przy olbrzymiej ilości jedzenia celebrują narodziny dziecka. W takt rytmicznie śpiewanej modlitwy dziecko przechodzi z rąk do rąk najważniejszych członków rodziny (mężczyzn, rzecz jasna), którzy obmywają jego głowę wodą, obsypują kwiatami i ucinają pukielek włosów.

 

 

Na Lombok nie przyjechaliśmy jednak tylko po to by za darmo obżerać się lokalnymi smakołykami. Dla mnie głównym powodem był surfing, którego w końcu miałem okazję spróbować i przyznam, że dawno na niczym mi aż tak nie zależało.
Wiadomo, po dwóch godzinach łapania fal – czy wręcz zwykłej nauki wstawania – nikt chyba nie stanie się Kellym Slaterem. To nawet nie było w planie, ale faktycznie, coś u mnie zatrybiło i gotów byłem pokrzyżować wszystkie nasze plany by spędzić z deską jeszcze kilka godzin kolejnego dnia i jeszcze kolejnego już na Bali. Łącznie zaliczyłem więc trzy sesje, z czego najlepiej wspominam chyba jednak tę pierwszą. Prawdopodobnie ze względu na miłe towarzystwo i chłopaków z Nalua Surf.

 

 

Na Lombok udało mi się także załatwić niewielkiego dual-sporta Kawasaki podczas gdy skuter przejęła Paulina i tym sposobem komfortowo i z wielką frajdą przemierzaliśmy wyspę od górzystych wybrzeży niemal po podnóża Mt. Rinjani.

 

 

Czas na Lombok zleciał zdecydowanie szybciej niż na Flores, choć nie był to wcale jeszcze koniec podróży. Północno-zachodni zakątek Lombok to brama do Wysp Gili, które stanowiły kolejny nasz cel. Ja bym odpuścił dla tych dodatkowych dwóch dni z deską i Kawką, ale to stamtąd mieliśmy też płynąć dalej na Bali, więc ucieczki od Gili nie było.
O Gili i dalszych etapach już niebawem!

 

 

Fot. Kordian & Paulina Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100
Pentax ME Super + Fuji Superia X-Tra 200
Minolta Hi-Matic G + Fuji Superia X-Tra 200

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *