Back to Bali.

Back to Bali.
Gili Air i Bali, Indonezja.

 

 

Po ponad dwóch tygodniach rozjazdów między wschodnimi wyspami Indonezji znów zmierzaliśmy w kierunku Bali. Nim jednak tam dotarliśmy, zahaczyliśmy o Gili Air – jedną z trzech malowniczych wysepek u północno-zachodniego wybrzeża Lombok.

 

 

Gili Air, mimo całego swego uroku, była nudna jak flaki z olejem. Andrzej z Dorotą szarpnęli się na nurkowanie z butlą – chyba jedyną atrakcję archipelagu. Podobno super i podobno szczęśliwcom udaje się popływać z żółwiami. Paulina oddawała się masażom różnego typu a ja jedynie snorklowałem nieopodal brzegu i czekałem aż drogocenny czas przeleci mi przez palce. Życie na maleńkiej wyspie to największy koszmar jaki może się przydarzyć, nieważne jak kolorowo wygląda to na filmach o piratach. Jedynym plusem Gili Air były tanie noclegi w świetnym standardzie – i po raz pierwszy bez karaluchów!

 

 

Przeprawa z Gili Air na Bali przeszła nam gładko i w końcu byliśmy z powrotem na magicznym lądzie. Flores to jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałem a Lombok sprawiło mi wiele frajdy ze względu na surfing – to Bali jest jednak tym, co chce zobaczyć każdy, kto myśli o Indonezji.
Nasze pierwsze spotkanie z Bali i centrum Denpasar wcale nie dostarczyło jakichś super wrażeń, tym razem jednak wylądowaliśmy na wschodnim wybrzeżu pełnym czarnych plaż i ruszyliśmy do Ubud, balijskiej stolicy kultury.

 

 

Ubud to nie tylko pojedyczne miasto ale także nazwa całego dystryktu w centralnej części wyspy. Jadąc z południa dostrzec można delikatną zmianę klimatu na nieco chłodniejszy i zdecydowanie bardziej wilgotny. Ubud leży bowiem na 600m n.p.m. i wita przyjezdnych tarasami ryżowymi oraz gęstymi tropikalnymi lasami skąpanymi w górskiej mgle.

 

 

Czemu nazwałem je „kulturową” stolicą? To właśnie stąd przed wiekami zarządzano nie tylko całą wyspą ale także częścią Jawy i stąd także rozpowszechniły się wszystkie tradycje typowe dla Bali. W Ubud załapać się można na najlepsze pokazy tańca Legong a okoliczne wioski słyną z produkcji najlepszych rękodzieł.

 

 

Skutery kolejny raz pozwoliły nam dotrzeć w nieco bardziej odległe zakątki okręgu a także odwiedzić słynne tarasy ryżowe Tagallang. Wisienką na torcie była wizyta w położonej nad jeziorem Beratan świątyni Ulun Danu. Wszędzie aż roiło się od turystów, ale przemierzenie na własną rękę leśno-tropikalnego krajobrazu wyspy rekompensowało w pełni późniejszy widok niezliczonych autokarów wokół jeziora.

 

 

Pomimo szczytu lata, im wyżej się znajdowaliśmy tym chłodniejszy klimat dawał się odczuć. Usytuowana na ponad 1200m Ulun Danu przywitała nas nie tylko deszczem ale i chmurami „spływającymi” z otaczających jezioro gór. Niezwykle malowniczo ale i wyjątkowo wilgotno – może dlatego zdjęcia przez zaparowany obiektyw nie do końca oddają urok tego miejsca.

W samym Ubud jest natomiast jedno interesujące i być może nawet bardziej fotogeniczne miejsce warte uwagi – Monkey Forest. Ciężko powiedzieć czy najpierw były małpy a potem pod kątem turystów zbudowano odpowiednią infrastrukturę czy może było na odwrót – tematu nie zgłębiłem ale  jedno jest pewne – Monkey Forest to las wyjęty żywcem z „Księgi Dżungli”.

 

 

W Ubud czuliśmy już niestety jak nasz czas w Indonezji nieuchronnie zbliża się ku końcowi. Dwa dni przed wylotem przenieśliśmy się po raz kolejny do Kuty, by lotnisko w Denpasar mieć w zasięgu pieszego dystansu, gdy braknie nam już funduszy na taksówkę. Kuta to głośne miejsce pełne rozleniwionych turystów czekających by ujrzeć zachód słońca z jednej z niekończących się plaż zachodniego wybrzeża. Sami mieliśmy postanowienie by stawić się na plażyo odpowiedniej porze, ale jakimś sposobem zawsze byliśmy gdzieś indziej i docieraliśmy spóźnieni..
Pobyt na południu Bali był dla mnie ostatnią okazją odwiedzenia sklepu Deusa nieopodal plaży w Canggu, o którym wspominałem w jednym z pierwszych postów, wizyty w ostatniej już ze słynnych malowniczych świątyń – Tanah Lot (jak z pocztówki!) i, przede wszystkim, ostatnią szansą na złapanie fali.
I tak, z piaskiem w gaciach rozstaliśmy się z Bali.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *