Lago de Atitlán.

 

„Lago de Atitlán.”
San Pedro La Laguna, Gwatemala.

 

Rozplanowanie tygodnia w Gwatemali przysporzyło nam trochę problemów natury logistycznej, niemniej jednak próbowaliśmy ze wszystkich sił dopiąć swój plan tak, by zobaczyć jak najwięcej w tym jakże ograniczonym czasie. Po dwóch dniach mieliśmy już Antiguę oraz Santiago za sobą, więc czas był aby ruszyć dalej w głąb kraju.

 

 

Lago de Atitlán to jeden z „highlightów” Gwatemali i drugie po Lago Izabal największe jezioro w kraju. Wzdłuż Izabal mieliśmy okazję jechać kierując się do Tikal na północnym wschodzie Gwatemali, Atitlán natomiast kryło się pośród wzgórz i wulkanów na zachód od Antigua.

 

 

Wczesnym rankiem z duszą na ramieniu biegaliśmy po Antigua szukając zielonego chicken busa jadącego do Panajachel. Każda z napotkanych osób sugerowała nam inną lokalizację przystanku co wielce komplikowało sprawę ale ostatecznie złapaliśmy go po prostu na terminalu autobusowym usytuowanym niedaleko głównego marketu.
Wkrótce byliśmy więc w drodze i mijając urokliwe mieściny wspinaliśmy się serpentynami co raz wyżej wśród gór Sierra Madre.

 

 

Spory odcinek trasy z Antigua do Panajachel, będącego największym miastem i węzłem komunikacyjnym nad jeziorem Atitlan, przebiegał przez Inter American Highway, której budowę amerykańska armia rozpoczęła już w latach 30-tych. Sama Inter American Highway to także całkiem duży fragment drogi Panamerykańskiej, którą można zjechać spod koła podbiegunowego na Alasce aż do argentyńskiego Ushuaia na Ziemi Ognistej.

 

 

Obierając za swój cel miejscowość San Pedro La Laguna wyskoczyliśmy z chicken busa tuż przed Panajachel i wskoczyliśmy na łódź, która przewiozła nas przez całą długość jeziora Atitlan. Aldous Huxley napisał niegdyś, że dopóki nie ujrzał Atitlan, nie znał „bardziej malowniczego widoku niż włoskie Como. Atitlan jednakże to Como upiększone o kilka ogromnych wulkanów. Tyle dobrego na raz.”

Choć już sam widok tych trzech wulkanów – Atitlán, San Pedro oraz Tolimán zapierał dech w piersiach to, płynąc łodzią po spokojnej błękitnej tafli, nie wiedzieliśmy jeszcze, że jezioro kryje pod sobą gigantyczną powulkaniczną kalderę powstałą dziesiątki tysiący lat temu. Z tej przyczyny średnia głębokość jeziora sięga ponad 200m a w najgłębszym miejscu dochodzi aż do 340. Dla porównania, Hańcza, najgłębsze jezioro Polski ma „zaledwie” 100m głębokości.

 

 

San Pedro, do którego zmierzaliśmy to jedna z kilkunastu miejscowości nad brzegiem jeziora i tu mała ciekawostka – każda z nich nosi nazwę któregoś bądź którejś ze Świętych, m.in. Santa Clara, Santa Catarina, Santiago, San Juan, San Lucas, San Marcos, San Pablo czy San Antonio. Długo wybieraliśmy, w której z nich powinniśmy się zatrzymać aż padło na jedną z bardziej popularnych, czyli właśnie San Pedro.

 

 

Wbrew utartej opinii lub być może dlatego, że przybyliśmy tu poza sezonem, San Pedro było ciche i spokojne a chwilami zdawało się być może i nawet zbyt ciche.
Przybywając nad jezioro Atitlan w trakcie weekendu warto wybrać się do położonego nieopodal Chichicastenango, gdzie odbywa się słynny majański targ sięgający tradycją czasów sprzed hiszpańskiej konkwisty. My nie mieliśmy tego szczęścia, więc czas spędziliśmy na leniwym zwiedzaniu San Pedro oraz sąsiedniego San Juan La Laguna, gdzie na pobliskim wzgórzu puszczanie domowej roboty latawców wciąż było głównym zajęciem miejscowej młodzieży.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Pentax LX + Kodak Ektar 100 / Fuji Superia X-Tra 200

 

One thought on “Lago de Atitlán.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *