Lanzarote II.

 

„Lanzarote II.”
Wyspy Kanaryjskie.

 

 

Nasz kilkudniowy pobyt na Lanzarote nie byłby tak ciekawy, gdybyśmy nie postarali się o wynajęcie samochodu. Mały Fiat 500 codziennie woził nas z Cuchillo, gdzie zarezerwowaliśmy nocleg do Famary, gdzie z kolei mieściła się szkółka surfingowa („Lanzasurf”).
Następnie, po kilku godzinach spędzonych w wodzie ruszaliśmy dalej przed siebie, zawsze w innym kierunku.

 

 

Wulkaniczna wyspa raczy niesamowitym krajobrazem gdziekolwiek by się nie zatrzymać. By przyjrzeć się wulkanom z bliska punktem obowiązkowym jest jednak Park Narodowy Timanfaya. Choć wjechać do niego można własnym samochodem, zwiedzanie obszaru znanego jako „Montañas del Fuego” odbywa się już tylko i wyłącznie na pokładzie autokaru. 45-minutowy tour wśród zastygłej lawy i niezliczonych powulkanicznych kraterów robi niesamowite wrażenie potęgowane dobiegającą z głośników muzyką Richarda Straussa – tak dobrze znaną wielbicielom Odysei Kosmicznej Stanleya Kubricka.

 

 

Gdyby spojrzeć na mapę satelitarną Lanzarote, praktycznie cała jej zachodnia część wygląda jak usiana kraterami powierzchnia księżyca. Jeśli więc wizyta w Parku Timanfaya nie wystarczy by poczuć się jak na obcej planecie – kilka pomniejszych kraterów odwiedzić można bez trudu na własną rękę. My wybraliśmy zatopiony w morzu czarnej lawy Volcan del Cuervo. 

 

 

Pisząc o Lanzarote trudno nie wspomnieć o jednym z jej najsławniejszych mieszkańców – artyście i aktywiście Cesarze Manrique.
Przed przyjazdem na wyspę nie miałem bladego pojęcia kim był Manrique, choć już wiele lat temu w pamięci utkwiła mi pewna reklama, której akcja częściowo rozgrywała się w budynku jego projektu. I choć przekonany byłem, że budynek ten mieści się gdzieś na Fuertaventurze, zupełnie niespodziewanie i bez szczególnych oczekiwań trafiliśmy do niego na Lanzarote. Mowa o ikonicznym Mirador del Rio spoglądającym ze stromego klifu na sąsiadującą z Lanzarote wyspą La Graciosa.

 

 

Choć Manrique odszedł w 1992 roku, jego duch wciąż obecny jest w każdej części jego ukochanej wyspy. To dzięki niemu cała Lanzarote a nie tylko Park Timanfaya otoczona jest szczególną ochroną (przez co nie udało nam się przeszmuglować kawałka wulkanicznego pumeksu..), brak tu też wielokondygnacyjnych hoteli szpecących krajobraz, natomiast budynki które powstają muszą odpowiadać ściśle ustalonym planom zagospodarowania wyspy.

 

 

Poza Mirador del Rio, mieliśmy przyjemność odwiedzić także restaurację El Diablo na szczycie Parku Timanfaya, dom Fundacji Manrique w Teguise oraz, chyba najpiękniejsze ze wszystkich tych miejsc – dom Manrique w Haria.
Cesar Manrique podobnie jak my był zapalonym podróżnikiem i w jego domu znaleźliśmy mnóstwo przedmiotów z różnych stron świata, które albo sami posiadamy albo chcielibyśmy kiedyś przywieźć w formie pamiątek. Po raz pierwszy mieliśmy okazję wejść do czyjegość domu i poczuć, że dokładnie tak mógłby wyglądać i nasz dom – od architektury budynku, po wystrój wnętrz a nawet przedmioty znajdujące na półkach i w szafach! Jeśli wrócimy jeszcze w przyszłości na Lanzarote – z pewnością wrócimy i tam.

 

 

Fot. Kordian Handzlik
Hasselblad 500C/M + Fuji Provia 100F

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *